środa, 3 lipca 2013

Rozdział 8

Co ona musi przeżywać przez te dziewczyny. Miejmy nadzieję, że wszystko będzie okej.

*Oczami Zayn'a*
Strasznie się o nią martwię. Kto jak kto, ale Harry cały czas nie może opanować swoich nerwów. Nawet czasami pojedyncza  łza spłynie po jego poliku. Czekaliśmy z wszystkimi przed salą operacyjną. Wzięli ją na operację, bo ma jakieś poważne uszkodzenia żołądka. Jak ona się tak mogła załatwić? Ktoś ją musiał nieźle poturbować, bo chyba sam człowiek idąc do szkoły i to jeszcze w dniu urodzin.... O kurw*! A prezenty dla Ross? Zostały w domu. Dobra, najważniejsze jest teraz zdrowie Rosalie. Nie wiem co się dzieje, ale coś czuję, że chyba zbliżyłem się trochę do Ross. Podoba mi się to w jaki sposób się porusza. Jej uśmiech jest niemal olśniewający. Kocham gdy, do mnie mówi :" Zay", to jest takie urocze. Podoba mi się jeszcze jej styl. Jest taki .. inny. Znamy się może nie za długo, ale wiem już że ja najzwyczajniej w świecie się w niej zakochałem i w żaden sposób nie umiem jej tego powiedzieć. Czemu? Bo boję cię, że mnie wyśmieje. Że mnie odrzuci. A może ona w ogóle myśli, że jestem jakiś .. No nie wiem.. Głupi? Kurcze, a może to tylko jest zauroczenie? ... Nie..  Nie..Nie to na pewno nie zauroczenie.  Kocham ją. I teraz mogę to stwierdzić. I zdecydowałem się, że muszę jej to powiedzieć. Ale chyba i innych okolicznościach. Siedzieliśmy na tych niewygodnych krzesełkach szpitalnych chyba już ze 4 godziny. Harry chodził z miejsca na miejsce. Powoli mnie to wkurzało. Melanie leżała oparta na kolanach Louisa. Swoją drogą coś chyba między nimi musi być. Liam siedział oparty o ścianę i wpatrywał się w jeden punkt. Niall siedział spokojnie i patrząc coś w swoim telefonie. To było dość dziwne. Nic nie jadł. Siedzieliśmy może jeszcze z 20 minut kiedy z sali wyszedł lekarz.  Był nieco starszy . Stwierdziłem to po jego siwych
włosach. Był ubrany w biały fartuch. Miał do niego przyczepioną plakietkę z napisem " Dr. Hallen" . Harry podbiegł do niego, ja wstałem z siedzenia i do niego także podszedłem. Wszyscy to zrobili.
-Co z nią? - zapytał Hazza.Lekarz spojrzał na niego a potem na swoją teczkę, którą trzymał w prawej ręce. Poprzewracał kartki i znowu spojrzał na Harrego, potem na mnie i na resztę.
-A pan jest.. - nie dokończył zdania bo Harry mu przerwał.
-Jestem jej bratem. - dokończył. Nadal wyczekiwaliśmy odpowiedzi na zadane pytanie.
-Jest na razie w nie za dobrym stanie. W czasie operacji nie było żadnych komplikacji. Przewieźliśmy ją na salę po operacyjną. Poleży tu 48 godzin. Następnie przewieziemy ją na normalną salę. Zostanie u nas może 2 tygodnie, do puki nie sprawdzimy innych uszkodzeń organizmu. - powiedział to jakby bez żadnych emocji.  Spojrzałem na Harrego, było widać że się denerwuje. Położyłem rękę na jego ramieniu. Spojrzał na mnie.
-Trzeba być dobrej myśli. - powiedział doktor.
-Możemy  do niej wejść? - spytałem. Lekarz spojrzał na mnie potem chwilkę pomyślał.
-Jasne, tylko nie wszyscy. i proszę nie zamęczać pacjentki. Dosłownie na 15 minut. - powiedział i odszedł do swojego gabinetu. Powoli weszliśmy po kolei do sali. Pierwszy wszedł Harry. W końcu to jego siostra.
                                                                *Oczami Hazzy*
Wszedłem do sali, gdzie na szpitalnym łóżku leżała Rosalie. Wyglądała tak niewinnie. Dlaczego ten "ktoś" musiał zrobić to mojej siostrze? Usiadłem na krzesełku, które stało koło  łóżka. Chwyciłem jej rękę i pocałowałem lekko. Spała. Gdybym ją stracił... Gdyby ona.. Nie! Nie wybaczyłbym sobie tego do końca życia. Żałuję, że wtedy poszła do tej szkoły sama. Pobili ją w jej urodziny! Rozumiecie?! W urodziny! Kiedy to powinien być jej najszczęśliwszy dzień! Siedziałem tak i łzy same leciały z moich oczu. Lekko poruszyła ręką. Podniosłem do niej i spojrzałem na jej twarz. Uśmiechała się do mnie. Wtedy to już nie wytrzymałem. Przyciągnąłem ją lekko do siebie tak żeby nie sprawić jej bólu i uścisnąłem.
-Ha.. Ha.. Haryyy. - próbowała mówić.
-Scciii! Nic nie mów. Będzie dobrze. - dalej ją przytulałem.
-Ale Haarrryy. - ciągnęła.
-Nic, się nie martw wszystko będzie już dobrze. Złapiemy tych zbrodniarzy i wsadzimy do kicia.Za to co zrobili powin... - i urwała mi w połowie zdania.
-Harry! Dusisz! Mnie! - krzyknęła. Puściłem ją i wyszczerzyłem się. Usłyszeliśmy pukanie. Obróciłem się i ujrzałem dwóch policjantów. Co do cholery?! 
 
-A państwo do nas? - zapytałem.Ci popatrzeli na mnie i przenieśli swój wnikliwy wzrok na Ross.
-Pani Rosalie Smith? - zapytał jeden z nich.
-Taa..ak. Tak to ja. - odpowiedziała trochę wystraszona. 

*Oczami Ross*
-Taa..ak. Tak to ja. - odpowiedziałam nie powiem trochę wystraszona. Przecież nie zgłaszałam tego pobicia na policję.
-Harry czy ty... -zapytałam. Może to on zadzwonił. 
-Nie. Ja nie dzwoniłem. - odpowiedział . Z powrotem spojrzałam na facetów stojących przed nami.
-Przyszliśmy tu w ważnej sprawie. Otóż Pan Malik zgłosił pobicie. Osoba poszkodowana, czy pani jest w szpitalu, co oznacza, że sprawa jest jak najbardziej poważna. Może pani złożyć zeznania? Chyba, że woli pani skontaktować się ze swoim adwokatem? - zapytał jeden. Kurka! Nie wiem o co came on? 
-Tak, będę odpowiadać sama. - powiedziałam i spojrzałam kątem oka na Harrego. On chyba też tak wolał. Taką miałam nadzieję. 
-Czy 10 rudnia bieżącego roku była pani w szkole? - zapytał jeden.
-Tak. Wyszłam od razu po śniadaniu. - uśmiechnęłam się lekko, bo przypomniałam sobie o moich urodzinach i o tej zabawie.
-Czy w szkole ktoś pani dokuczał? - no i co ja powiem? Tak, dokuczały mi dziewczyny, ale nie wiem jak one mają na imię? Spojrzałam na Harrego. Ten patrzył na mnie z zaciekawieniem. 
-Harry możesz nas na chwilkę opuścić? - zapytałam. Ten zdziwiony patrzył na mnie. 
-Ale..Ok. Już wychodzę. - powiedział a za chwilkę byłam w sali tylko ja i  dwoje policjantów.
-To opowie pani na nasze pytanie? Dokuczał ktoś pani? 
-Tak. Były to kilka dziewczyn, które są zazdrosne o to, że moim bratem jest sławny Harry Styles. - odpowiedziałam.
-Czy wie pani kim one są? - zapytał znowu.
-Niestety, nie.
-Mamy jeszcze jedną prośbę, mogłaby pani nam opisać sytuację, która zdarzyła się w szkole? 
-Tak. Wyszłam z domu by wsiąść do zamówionej wcześniej taksówki. Wsiadłam i odjechałam do szkoły. - i zaczęłam im opowiadać całą historię od początku aż do momentu, kiedy wylądowałam tutaj.
-Dobrze, to chyba na tyle. Jeżeli przypomni się pani coś jeszcze ważnego proszę zgłosić się na komisariat. Na razie to koniec. Do widzenia. - pożegnali się i wyszli. Zdążyłam opaść powoli na łóżko, a w sali rozległ się wielki krzyk. No tak, czego ja się spodziewałam .. Spokoju przez pięć minut? Hahah. Bardzo śmieszne.
-Rosss! Ross! Ty się obudziłaś! -krzyczała rozradowana Melanie. 
-Ros! Tak się martwiliśmy. - powiedział tym razem Liam. Niall stał tuż koło mnie i trzymał mnie za rękę. Chyba też się cieszył, bo jego duży "smile" nie schodził mu z ust. Popatrzyła jeszcze raz na Melanie. Trzymała się z Louisem za ręce. Obok nich stał Harry, też z uśmiechem. Koło Harrego stał przymulony Zayn....Zaraz zaraz.. Melanie trzymająca Lou za rękę?! Kuźwa! Mel i Lou? Lou i Mel? i ja nic nie wiem? 
-Khhkmmm. - odkaszlałam. Melanie spojrzała na Louisa i uśmiechnęła się. 
-No tak. Zapomniałam Ci powiedzieć, że.. - Lou wszedł jej w słowo.
-Jesteśmy z Melanie ze sobą. - dokończył. Szeroko się uśmiechnęłam. Spojrzałam na Zayna, ten w tym samym momencie spojrzał na mnie. Szybko odwróciłam wzrok. Zaczerwieniłam się lekko. Looknęłam teraz w stronę Styles'a, który miał widocznie z tej sytuacji niezły ubaw. Razem z Niallem i Liamem zaczęli się śmiać. Miałam ochotę do nich podejść i pacnąć w te ich puste główki! 
-Hahahahaha! - śmiał się dalej Niall.Ten to już popadał normalnie w "Śmiechówkę" ( tata moja wymyślona choroba z napadem śmiechu ;D ) . 
-Jak tylko stąd wyjdę to pozabijam Was i zakopię w ogródku! Obiecuję! - powiedziałam w ich stronę. 
-A ja jej w tym pomogę. - powiedział już nieco mniej zmieszany Zayn. uśmiechnęłam się w jego stronę. Gadaliśmy jeszcze tak z godzinę, kiedy do sali wszedł lekarz.
-Dzień dobry pani Smith. Jak się pani czuję? Widzę, że towarzystwo dopisuje. - powiedział i uśmiechnął się przyjaźnie w moją stronę.
-Już lepiej. - odpowiedziałam. - Kiedy będę mogła wrócić do domu? - zapytałam.
-Za 2 góra 3 dni. - odpowiedział.
-To bardzo dobrze. - odpowiedział za mnie Harry. uśmiechnął się w moją stronę. 
-Zmienimy pani opatrunki po operacji i proszę położyć się już spać. Musi pani teraz dużo odpoczywać. - powiedział. 
-Ooo. My już o to zadbamy. - powiedział Zayn. uśmiechnął się do mnie. Słodko wygląda jak się uśmiecha. Nie mam odwagi powiedzieć mu co do niego czuję, boję się, że mnie odrzuci, wyśmieje. Dobra, stop.
-Proszę kończyć już odwiedziny. Jutro też jest dzień. - powiedział do reszty. Ci posłusznie pożegnali się i wyszli. Został tylko Zayn. Nie wiem czemu, ale poczułam w brzuchy tak zwane"motylki" . Podszedł do mnie i powiedział mi na ucho "Włącz telefon. O 20.00 napisze do ciebie" . Cmoknął mnie w polik i wyszedł. Uśmiechnęłam się do siebie. W duchu cieszyłam się jak wariatka. Skakałam w środku z radości. Najszczęśliwszy dzień w moim życiu mimo, iż leże w szpitalu. Pielęgniarka zmieniła opatrunki i wyszła. Wybiła 20.00 a na moim telefonie zaświecił ekranik. Uśmiechnęłam się. Odtworzyłam wiadomość od "Zay"
"Boję się Ci powiedzieć. Boję się, że mnie odrzucić i wyśmiejesz. " Napisał.
"A ja boję się niszczyć nasza przyjaźń." odpisałam.
"To znaczy, że Ty też mnie.." 
"Tak, to znaczy, że też Cię kcoham<3 " Wysłałam.
"Jestem chyba najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi wiesz? " uśmiechnęłam się.
"A ja znowu zaznałam smaku szczęścia" . 
"Czemu znowu? " napisał.
"Pierwszym razem było poznanie Ciebie, drugi jest teraz" Napisałam szybko.
"Teraz już wiem. Kocham Cię" 
"Ja Ciebie tez kocham<3 " 
" Spotkamy się jutro sam na sam ;D " - napisał.
"Jeśli tego chcesz to tak. " 
"Będę rano, dobrze? " napisał.
"Będe czekała z niecierpliwością " 
"Ja też<3 " 
"Kocham Cię <3 " - napisałam ostatni raz. 
"Kocham Cię <3 " - odpisał znowu. Odłożyłam telefon na stolik. I powoli kalkulowałam co tak na prawdę sie stało. Czy to oznacza, że jestem z Malikiem? Czy to oznacza, że jesteśmy razem? Teraz to na prawdę mogę zaliczyć ten dzień do najszczęśliwszych w moim życiu. Kocham Go i nie mam zamiaru tego zmieniać. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. śnił mi sie oczywiście On. On i ja pośród wielkiej polany. Razem. 
____________
i jak? Postaram się dodać rozdział jak najszybciej. Obiecuję jeszcze w tym tygodniu. Ale musicie komentować! <33  / Patty;* 

wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 7

Streszczenie :
Minęło kilka miesięcy, zdążyłam się już za przyjaźnić z chłopkami. Są słodcy. Nawet bardzo. To prawdziwi przyjaciele. Od 3 miesięcy chodzimy z Ross do szkoły.Udało nam się być w tej samej klasie.  Szkoła przyjęła nas w miarę ciepło, a kiedy dowiedzieli się, że Rosalie jest siostrą Harrego Stylesa powariowali. Proszą ją o autografy itd. Widzę po niej, że nie na to chyba liczyła z ich strony.To okropne co dziewczyny mogą zrobić, żeby zdobyć autograf kogoś z chłopaków od niej. Czy ona jest jakąś maszyną? Przecież ona nie nosi jakiejś maszyny produkującej autografy jej brata bądź reszty 1D.  Pewnego dnia miarka się przebrała. A było to tak...

*Oczami Rosalie*
Od ranka miałam dobry humor. Pomimo iż był poniedziałek i trzeba było iść do szkoły. Wstałam jak zwykle pierwsza. Było około 6 nad ranem. Nie wiem czemu, ale jak jest okres szkoły zawsze tak wstaję. Wstałam z łóżka i poszłam prosto do mojej garderoby. No tak, zdecydowanie mam za dużo ciuchów. No ale cóż. Weszłam i zaczęłam chodzić pomiędzy szafkami i wieszakami. Że za oknem było śnieżyście zdecydowałam się na to : <ubranie Ross> . Zeszłam na dół i zabrałam się za zrobienie czegoś do jedzenia. Zdecydowałam na naleśniki z owocami. <naleśniki> Trochę mi to zajęło. Nie powiem. Ale lubię to robić. Kocham gotować. Zanim wszyscy zeszli na śniadanie, naleśniki były gotowe. Robiłam ostatnie poprawki kiedy usłyszałam chrząknięcie.
-khmm! - obróciłam się i ujrzałam całą bandę. Uśmiechali się do siebie. O co im chodziło? Spojrzałam się na nich. Jakoś tak dziwnie elegancko ubrani.. Kurde, może któryś z nich ma jakąś imprezę? Albo co gorsza zapomniałam o czyich urodzinach. Kurde. O co im chodzi. Patrzyli na mnie jak na idiotkę i te ich uśmiechy głupkowate. Zaczynałam się ich bać.
-No, to kto łapie? - zapytał nie odwracając wzroku Zayn. 
-Ejejejj.! Co tu się dzieje? - zapytałam trochę już przestraszona.
-No, coś ty! Jak można zapomnieć o tak ważnej imprezie! - powiedziała Melanie.
-No, serio. Nie wiem o co wam chodzi.- broniłam się.
-Boże! Jak można zapomnieć o swoich urodzinach ? - Wyskoczył Niall. I wszystko się rozjaśniło. dziś 10.12  kurde! Ja jednak jestem głupia. TO już wiem czemu chcą mnie łapać
-O, nie nie nie..Ja się tak nie dam. - cofałam się do tyłu. Dobrze, że w tej kuchni są dwa wyjścia. Jedno z nich prowadzi do salonu, w którym stali wszyscy a drugie do wyjścia. Cofałam się i cofałam. Odwróciłam się szybko i zaczęłam uciekać. Wybiegłam z domu i wleciałam w kogoś. A mianowicie znajdowałam się w mocnym uścisku Liam'a.
-Liaś.. Wiem, że ty z nimi nie jesteś. Puść mnie i wszytko będzie dobrze. Przecież z Ciebie takie dobre dziecko jest. Liaś! Puśćć! - wydarłam się bo czułam zagrożenie  sorki zagrożenia idące w naszym kierunku.
-No, no, no.. Wiesz, że nie ładnie tak uciekać ? - zapytał x chciwym uśmiechem Louis.
-PROSZĘ LIAM PUŚĆ MNIE! - syczałam przez zęby. Kurde co ja mam zrobić? Myśl, Ross, Myśl.. O! Tak czemu nie wpadłam na to wcześniej. Moja gra aktorska się tu przyda. Zaczęłam płakać.
-Proszę Was ..- szlochałam- Nie.. Proszę..- łzy ciekły mi już. No dalej przypomnij sobie coś jeszcze .. Może jakieś smutne wydarzenie. Łzy już ciekły mi po polikach.Po minach chłopaków jak i Melanie można było wyczytać duży znak zapytania. Spojrzeli na siebie a potem tylko poczułam jak Liam powoli mnie puszcza z objęć. Wykorzystałam okazję i pobiegłam do domu po plecak. Szybko go wzięłam zapakowałam co potrzebne i wybiegłam z domu. Patrzeli na siebie jak na nie wiem kogo. Potem tylko wpadłam do pierwszej taksówki, która stała w pobliżu. Otworzyłam okno i wydarłam się.
-To był żart!!  - popukałam się w czoło i odjechaliśmy w kierunku szkoły. Kiedy dojechałam wysiadłam i postanowiłam poczekać na Melanie. Nie pomyliłam się. Była za chwilkę.  Podjechała pod szkołę z Louisem i Harrym. Wysiadła i uśmiechnęła się do mnie. Zdziwiłam się, że jeszcze na mnie nie napadła. No, ale nie kraczmy. Bo jeszcze pozabija całą Szkołę, co ja gadam cały Londyn!
-My się jeszcze policzymy- usłyszałam głos Hazzy. Uśmiechnęłam się i poszłyśmy z Melanie do klasy, w której miałyśmy mieć lekcje. Zanim weszłyśmy, zrobiłam moją osobą taki zamęt, że ja ciesz pierdziele! Podleciały do mnie dziewczyny. Zadawały mnóstwo pytać. Co ja kurde na przesłuchaniu publicznym jestem do cholery?! Zaczynają mnie te laski wkurzać.
-Jesteś tylko pustą lalką. Wielka mi tu gwiazda się znalazła. Siostra Stylesa. Tylko dlaczego masz inne nazwisko co? Przyssałaś się do Zayna, jak rzep do  psiego ogona. Co ty myślisz, że jak zakręcisz koło niego dupą to będzie twój? Możesz mu obciągnąć co jedynie. - powiedziała do mnie jedna. Tak, to prawda. Podoba mi się Zayn, ale nikt tego nie wiedział oprócz Melanie... Popatrzałam na nią, ta spuściła głowę i nie odezwała się.
-Jesteś zwykłą pustą suką! - opowiedziała druga. Nie wytrzymałam strzeliłam jej z liścia. Obróciła się do mnie druga i jak zobaczyła, że uderzyłam tą pierwszą, zaczęła mnie obkładać. Nie powiem, była silniejsza. Melanie próbowała ją ode mnie odciągnąć, ale nic się nie dało zrobić. Zadzwonił dzwonek. Odeszła na szczęście. Ledwo wstałam i kierowałam się do wyjścia ze szkoły. Melanie podbiegła do mnie.
-Nic, Ci nie jest? - zapytała.
-Nie.. Idź na lekcje, spotkamy si w domu.- powiedziałam, trzymając się za obolałą klatkę piersiową. 
-No, coś ty, Nie zostawię Cię tu samą.- powiedziała.
-Trzeba iść do dyrektora, zadzwonię po chłopaków. Zaczekaj.- kontynuowała.
-Nie! Zabraniam Ci cokolwiek robić w tej sprawie. idź na lekcje.! - popatrzyła na mnie.
-Ale..
-Nie ma żadnego ale! Idź na lekcje spotkamy się w domu, powiedziałam. - ta podeszła do mnie i lekko mnie przytuliła.Pocałowała mnie w polik i poszła szybkim krokiem do sali od J.Angielskiego.
Wyszłam z budynku i kierowałam się w stronę parku. Czemu one mnie tak mnie nazwały? To źle, że chcę się w końcu zakochać? To źle, że chcę mieć kogoś takiego u boku, który by mnie przytulał, całował na dobranoc i dzień dobry? Skąd one w ogóle wiedziały o tym? Mel na pewno nic nie pisnęła. Znam ją. Nigdy nie wyjawiła na światło dzienne moich tajemnic, a jest ich sporo. Usiadłam na wolnej ławce. I zastanawiałam się nad wszystkim. Poczułam wibrację w mojej kieszeni. "Harry"  zobaczyłam napis. Nie wiem czy powinnam odbierać. Nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Odłożyłam z powrotem. Znowu wibracje. Spojrzałam "Louis" . No tak teraz będą dzwonić na zmianę. Czerwona słuchawka. "Zayn" .. Zawahałam się . Czerwona słuchawka. "Niall" czerwona. "Liam" znowu czerwona. "Mel<3" kurde.. Nie nie odbiorę. Rozłączyłam ostatnie połączenie. Odłożyłam telefon obok na ławkę. Zamknęłam oczy i czułam jak maleńkie zimne płatki śniegu spadają mi na twarz. Ściemniało się i postanowiłam wrócić powoli do domu. Szłam parkiem cała obolała. Nie mogłam ruszyć ręką. Pewnie całą twarz miałam poobijaną. Nie czułam się najlepiej. Bolał mnie brzuch.
Mogłam się nie odzywać. No, ale tak to już jest jak jest się mocno spokrewnioną osobą ze światowej sławy gwiazdą. Wyszłam z parku i szłam chodnikiem . Nie chciałam brać żadnych taksówek. To wiązałoby się z tym, że byłabym szybciej w domu, a nie chcę. Chcę ominąć pytania typu: "Boże, co Ci się stało?" , "Kto Ci to zrobił?" . Czuję się wtedy jak na przesłuchaniu. To obrzydliwe. Nie
lubię tego typu sytuacji. Szłam spokojnie, bo raczej szybko nie pójdę, no przez ten brzuch. Boli, jak cholera. Weszłam już w swoją ulicę. Powoli kierowałam się w stronę domu. Bałam się tych wszystkich pytań. Może oni już sobie śpią? Oby mi się udało. Wzięłam telefon do ręki i spojrzałam na godzinę. "23.47 " , no to pięknie. Przesiedziałam cały dzień w parku. Nie no.. Super! Powoli nacisnęłam klamkę i pchnęłam drzwi, weszłam powoli do środka. No i zaczęło się. Seria pytań zasypywała moją głowę.
-Co się stało? - Harry, krzyczał w moją stronę.
-Boże, coś Cię boli? - Zayn przekrzykiwał Harrego.
-Pojedźmy do szpitala. - dopowiadał Liam.A ich wszystkich przekrzykiwał Louis, Niall no i Melanie!
-Mówiłam, mówiłam.! Mówiłam, że ją napadają w szkole! Wy się śmialiście- krzyczała. Nie wytrzymywałam już. Zaczęłam krzyczeć. Krzyczałam literę "aaaa!!  "  .. To jedyne wyjście, żeby ich uspokoić. Kiedy krzyczałam strasznie bolał mnie brzuch. Nie wiem,co z tym brzuchem. Boli i boli.
-AAAAAAAAAAAAAAAA!  - nie przestawałam krzyczeć. W końcu przestali gadać. Skończyłam krzyczeć i szłam powoli do góry.
-Ej, a Ty gdzie idziesz? Chyba nie myślałaś, że Cię tak zostawimy? - zapytał, a raczej stwierdził Harry.Kiwnęłam niepewnie głową na "tak" co oznaczało iż raczej idę do siebie. Strasznie kręciło mi się w głowie. Czułam, że chyba zaraz nie wytrzymam. Może to zmęczenie.
-O, nie, nie nie. Idziemy do salonu, gdzie nam wszystko opowiesz, powiedział Louis. Był taki jakiś dziwny. Nie wiem co mu dzisiaj.
-Chcę iść do siebie. Proszę Was, jestem zmęczona, Boli mnie głowa, brzuch i ręka. Dajcie mi już spokój. - powiedziałam trochę wkurzona. Chłopaki spojrzeli na siebie i ruszyli za mną na górę.  No tak, powiedziałam , że chcę iść do siebie, na co mogli zrozumieć, że będę z nimi gadała na górze. Cały czas czułam opiekuńczy wzrok Zayna jak i Louisa, który szedł od razu za mną. Weszłam do pokoju. Położyłam się na łóżku, chłopacy weszli do pokoju. Poczułam, że mam nagłą potrzebę biegnąć do łazienki. Tak, było to spowodowane wymiotowaniem. Wbiegłam do niej i zaczęłam wymiotować...
*Oczami Melanie*
Weszliśmy do pokoju a Rosalie już leżała na łóżku, zdążyłam usiąść na krzesło, które stało nieopodal łóżka a Ross wbiegła jak oparzona do łazienki po czym zaczęła wymiotować. Wbiegłam za nią i trzymałam jej włosy, żeby jej nie przeszkadzały. Zobaczyłam, że wymiotuje samą krwią. Jest źle!
-Louis! Hazz! Dzwoń po karetkę! Ross wymiotuję krwią.! Jest źle! -krzyknęłam z łazienki, a po chwili stał koło mnie Zayn. Widziałam w jego oczach smutek i chęć pomocy. Dobrze wiedziałam, że Ross mu się podoba. To było widać z 1000000.... 0000 milionów kilometrów. Hazza i Lou dzwonili po karetkę, która była może za 20 minut.Przez ten czas Ross cały czas mówiła, że boli ją brzuch i cały czas wymiotowała krwią. Kiedy karetka przyjechała zabrała Ross do szpitala. Powiedzieli, że to nagły przypadek. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do podręcznej torby dla Ross i pojechaliśmy z Lou, Li i Niallem do szpitala. Harry i Zayn pojechali karetką z Ross. Biedna. Co ona musi przeżywać przez te dziewczyny. Miejmy nadzieję, że wszystko będzie okej.
__________
Mamy 7 rozdział! Komentujcie! Błagam! Bo inaczej będę musiała przyczynić się do zawieszenia bloga bądź jego usunięciem! Patty;*

sobota, 22 czerwca 2013

Rodział 6

Lokaty zapakował moje walizki do bagażnika i poszliśmy razem do domu babci Ross.
________
*Oczami Harrego*
Weszliśmy do środka no i czego można było się spodziewać? Niall i Ross siedzieli już przy stole i zjadali ostatnie kawałki babki. Ross chyba ma coś wspólnego z Niall'em. Zanim ściągnęliśmy buty i 
weszliśmy do przestronnego salonu, babka była już zjedzona. 
-No, dzieciaki, spóźniliście się. - zaśmiała się
babcia. 
-No, tak jest jak się zostaje z tyłu na małego całuska. - zaśmiała się Ross a Louis do niej dołączył. Prawie turlali się po podłodze. 
Miałem ochotę ich zabić. Babcia się  uśmiechnęła. Spojrzałem na Melanie Mel, za czerwieniła się trochę. Słodko wyglądała. W ogóle wyglądała przepięknie. Jasne blond włosy opadały jej na lenią bluzkę o kolorze jasnego różu. Do tego miała długie nogi. Te biodra.. Ach.. Anioł. Normalnie anioł. Boże! Harry! Opamiętaj się wreszcie. Przecież ja jej wcale nie znam... Ale te jej oczy.. Harry! Dobra dość. Dziwnie to musi wyglądać, jak się na nią patrzę. Bo stoję i wpatruję się w nią chyba od pięciu minut. Straciłem rachubę czasu. Posiedzieliśmy jeszcze u babci trochę czasu i Liam, stwierdził, że czas już wracać. Nigdy nie lubiłem jeździć samochodem w nocy. Nie to, żebym się bał czy coś, tylko po prostu wolę jeździć dniem. Pożegnaliśmy się z babcią i wszyscy zapakowali się do samochodu. Nie powiem, było ciasno. Prowadził tym razem Liam. Stwierdził iż będzie bezpiecznej niżeli on poprowadzi a ja usiądę z tyłu. Siedziałem pomiędzy Zayn'em a Ross. Przed nami siedział Niall, Louis a w przodzie siedziała Melanie i Liam, który jak już wiecie prowadził. 
*Oczami Melanie* 
To zdarzenie w domu babci Ross no i Harry'ego, było dość dziwne. Przecież ja go wcale nie znam. Pomógł mi tylko wsadzić walizki to samochodu to tyle. Wcale się nie całowaliśmy. Nawet go nie dotknęłam przez przypadek ręką co dopiero ustami! Zabiję Ross jak coś takiego jeszcze wywinie. Choć nie powiem, że nie.Harry, to przystojny chłopak z burzą loków na głowie. Chociaż czy ja wiem. Wcale go nie znam. Louis'a poznałam trochę przez te kilka dni co wspólnie sms'owaliśmy. Cieszę się z faktu, że będę mogła mieszkać z Ross i 5-cioma przystojnymi mężczyznami pod jednym dachem. Bo niby co miałabym robić sama w wielkim domu przez cały dzień? Rodzicie jak już wiecie cały dzień pracowali, zdarzały się sytuację, że nawet nie wracali do domu, później tłumacząc, że mieli dużo pracy. Po co oni mnie w ogóle robili? Ja się pytam..Skoro i tak nawet o mnie nie dbają. Co to za dzieciństwo bez rodziców.? Cały czas wychowywały mnie niańki! Kumacie?! Niańki! To było okrutne. Fakt miałam to co chciałam, ale nie wiem czy to takie fajne. Jechaliśmy już chyba z godzinę.Nikt się nie odezwał słowem. To było trochę dziwne jak na Ross. One potrafi gadać godzinami i w ogóle nie zwalniać z tępa. Czułam na sobie wzrok blondyna no i czasami tego kierującego. Chyba Liam'a. Oboje byli dość ładni.  Chociaż i tak górą był Louis. ;D Wiem, wiem. Może go nie znam, ale czuję, że coś między mną a nim coś będzie i to nie byle co.. Dumałam tak sobie i nawet nie zauważyłam jak dojechaliśmy pod dużą piękną willę. Było widać, że mieszka w niej ktoś straszliwie bogaty. Liam wjechał na podjazd willi i powoli wysiadał. Pociągnęłam go za rękaw, momentalnie usiadł    upadł na siedzenie.
-Co się dzieje, Mel? - zapytał z troską w oczach.
-To jest ten dom w którym mam z wami zamieszkać? - zapytałam trochę zdziwiona.
-No, ta..aak. Coś Ci nie pasuję? - zapytał znowu.
-Nie, ale to jest takie duże, że.. - zabrakło mi słów. Zaniemówiłam.
-Nie przesadzaj, choć lepiej, bo zaraz Ross, wymyśli kolejne historyjki. Wszyscy są już w domu. - powiedział. Uśmiechnęłam się i wysiadłam z samochodu. Wzięłam jedną walizkę, ciągnąc ją na kółkach, podążałam w stronę domu. Liam, ciągnął pozostałe dwie. Nie chciał mi dać , więc się z nim nie kłóciłam.Weszliśmy do środka i wszyscy poprowadzili mnie do pokoju. Oczywiście nie uszedł na sucho,  fakt iż miałam pokój koło Louisa. Ross szepnęła mi to na ucho kiedy pozostała piątka szła schodami na górę. Rozglądałam się po wszystkich kątach. Na każdych drzwiach, które miałam były napisane napisy . Albo "Łazienka", albo "Liam", "Zayn", "Niall", "Harry", "Rosalie" , "Louis", no i natrafiłam na napis "Melanie" . Louis ręką pokazał mi, że mam wejść. Weszłam i normalnie zamarłam. Tu było przepięknie! Normalnie pokój marzenie! Ucałowałam wszystkich po kolei. Dziękowałam i dziękowałam.
-Dobra, Melanie. Skończ już i rozpakuj ciuchy. Potem zejdź na dół. Pogadamy, żeby się lepiej poznać. - powiedział Niall. 
-Okej. Jeszcze raz.. 
-Cicho! - powiedziała krzyknęła Ross. Rozpakowałam ciuchy i zeszłam powoli na dół. No nie powiem, trochę mi to zajęło. Może 3, 4 godziny? Nie wiem. Zeszłam na dół, weszłam do salonu gdzie siedzieli pozostali. 
-Dłużej się nie dało? Nie myślałem, że 3 walizki to 4 godziny rozpakowywania ciuchów! - powiedział Zayn.
-Okej, okej, nie bulwersuj się tak. - powiedziałam i usiadłam akurat koło Louisa, bo tylko tam było wolne miejsce. Spojrzałam na Ross i zobaczyłam na jej ustach chytry uśmieszek.
Już wiem co ona sobie pomyślała. Chyba każdy by to zauważył. A mianowicie pomyślała sobie "Specjalnie tam usiadłaś. Podoba Ci się Louis". Odpowiedziałam jej tym samym "Wcale, że nie. Skąd ty to możesz wiedzieć?"   Znowu ten uśmiech " " Bo widzę;D" Zamknęłam oczy i policzyłam do 10, tak dla spokoju. 
-Ej, Melanie nie zasypiaj. - powiedział Niall, który jadł żelki. No właśnie jadł i się nie podzielił. Foch! Nie no, żartuję. 
-Oj, nie zasypiam. - powiedziałam. Zaczęliśmy rozmawiać tak o sobie i w ogóle. Opowiadaliśmy sobie różne historie. Chyba ich polubiłam. co ja gadam ja ich pokochałam. Jak bracia no i jedną siostrę, ale ona się nie liczy wiemy o sobie wszystko. ;D Gadaliśmy chyba do 3 nad ranem. Ale mi to nie przeszkadzało. Każdy o sobie wiedział już chyba wszystko. To bardzo dobrze. Będzie nam w jakiś sposób lepiej.
_______________________
Tadaaa.. Rozdział 6. Dodam jeszcze rozdział 7 chyba dzisiaj, jak go skończę. Proszę komentujcie i właźcie tu ile tylko macie czasu. ;D Mało coś komentujecie zauważyłam. Smutno mi z tego powodu. No, ale cóż. Tak bywa.  Rozgłaszajcie nasz blog gdzie się da. Wklejajcie linki i po prostu promujcie go;D Bardzo mi zależy. Dziękuję i zapraszam na rozdział 7. Będzie już nieco inny. Będzie on już jakby kilka miesięcy później, bo są one trochę takie nudnawe te rozdziały. Co nie? Ale dodam takie małe streszczenie więc się nie martwcie. Patty.

wtorek, 18 czerwca 2013

Rozdział 5

Popisałam trochę z Melanie i od razu poprawił mi się humorek. Położyłam się spać z wielkim bananem na buzi. Ciekawe co będzie jutro? ;D

*Dwa dni później*
Dzisiaj przyjeżdża Melanie. Ciekawe jak będzie. Przygotowałam już dla niej pokój, tak jak chciała koło Louisa. Trochę do tego się przyłożyłam, bo musiałam wykopać z tego pokoju Zayn'a , a z nim nie było wcale łatwo. Dopiero się zgodził, jak mu powiedziałam, że hoduję termity, które zjedzą jego lusterka, później  zniszczą wszystkie fabryki i nie wy produkują więcej lusterek. ( Tak, tak, wiem, jestem głupia, termity jedzą tylko drzewno, ale on też nie jest za mądry, skoro w to uwierzył ;D ). Obudziłam się ok 6 rano, Późno? Dla mnie to dopiero początek nocy. Lubię spać, podobnie jak Melanie. Ona to dopiero jest wariatka. Kiedyś jak jeszcze mieszkałyśmy razem Holmes Chapel, Mel przyszłą po mnie, bo miałyśmy iść razem na wielkie zakupy. Przyszła i zanim zdążyłam wyjść z domu musiałam się wrócić, bo wylała na mnie kisiel. Dziwne nie? Bo skąd ona niby miała kisiel, zwłaszcza , że byłą zima i mogło być z co najmniej -15 stopni. Mimo, tego, że Melanie jest taka "twarda" z zewnątrz i może ciut pyskata to w środku na prawdę drzemie jeszcze dziecko. Jest wariatką. Może dlatego, tak dobrze się dogadujemy? Schodziłam właśnie na dół po krętych schodach na dół. Weszłam do kuchni i zobaczyłam siedzącego i ubranego już Louisa i Zayna. 
-Hej, -powiedziałam do nich.
-Cześć. - powiedzieli i podeszli do mnie by pocałować mnie w policzek. Tak to to im śmieszni wyszło, że wyglądało, jakby się przepychali po drodze. Ale i tak wygrał Louis, bo on jako pierwszy mnie pocałował. (oczywiście w polik). Widziałam u Zayn'a trochę smutku w jego oczach, ale chyba znikł jak mnie pocałował. O co im chodzi? Kurde. Kłócą się o to, kto pierwszy z rana mnie pocałuje w polik na "Dzień dobry" ? To bez sensu. 
-Gdzie reszta? - zapytałam jak już siedzieliśmy przy stole w kuchni. 
-Jeszcze śpią. - powiedział Louis z uśmiechem wymalowanym na ustach.
-To trzeba ich obudzić, bo jak mamy być po Melanie o 13 koło jej domu, to trzeba się streszczać. - powiedziałam w stronę Zayn'a, co miało oznaczać, że ma ich obudzić. 
-Tak, jasne,idę nie będę wam przeszkadzał. - powiedział trochę smutny. A ja podeszłam do niego i przytuliłam mówiąc mu do ucha "Nie smuć się. Ja nie kocham Louisa. Po prostu chcę, żebyś obudził tych śpiochów na górze, bo tobie mogę zaufać, że zrobisz to dobrze i za 5 minut będą siedzieli wszyscy ubrani na dole w kuchni i jedli śniadanie" pocałowałam go w polik , a on zadowolony poszedł na górę. Nie wiem o co im chodzi. Z Holmes Chapel do Londynu jest trochę drogi. A znając Melanie trzydzieści razy się jeszcze po coś wróci. Usiadłam z powrotem na krześle. 
-To co zrobisz nam śniadanie? - powiedziałam z zadziornym uśmiechem w stronę Lou. 
-A co jeśli powiem, nie? -powiedział uśmiechając się.
-Czeka Cię kara śmierci, ale przed nią zjem wszystkie marchewki, które są na świecie, nasiona marchwi wyrzucę, tak, aby już nikt jej nie zasiał. I wszystko to zrobię na twoich oczach. a później.. - opowiadałam.
-Dobra, dobra. Koniec. To co jajecznica może być? - zapytał.
-Jasne. - od powiedziałam z triumfalnym uśmiechem. Ja w tym czasie poszłam na górę i przebrałam się na wyjazd. Ubrałam to:

 


I zeszłam na dół. Gdzie czekali już chłopacy. Dosiadłam się i zjedliśmy wszyscy śniadanie. Nikt się nie odzywał. Wszyscy konsumowaliśmy to co mamy nałożone na talerzach. Gdy wszyscy zjedliśmy każdy włożył swój talerz tak jak ja do zmywarki. Ubraliśmy się i ruszyliśmy w stronę samochodu, którym mieliśmy pojechać po Melanie. Wszyscy wsiedli. Ja siedziałam na samym końcu między Louis'em a Zayn'em. Krępująca sytuacja. No, ale okej. Przed nami siedział Liam z Niall'em. A prowadził Harry. 
-Wszyscy wszystko mają? Bo ja nie będę się WRACAŁ. -   powiedział na cały samochód z naciskiem na ostatnie słowo. 
-To może, ja pójdę jeszcze po zapas żelek. - powiedział Niall i wybiegł szybko z samochodu do domu, po żelki. Zaśmiałam się pod nosem. Kiedy Nialler wrócił Hazza ruszył i już nikt nigdzie nie wychodził. Jechaliśmy chyba z wieczność. Nie wiem 2, 3 a może 4godziny? Całą drogę słuchałam na słuchawkach muzyki, która wydobywała się z mojego iPhone  :
Myślałam nad zachowaniem chłopaków. A mówiąc  pisząc szczerze nie wiem o co im chodziło. Przecież nawet za dobrze się nie znamy. Minął tydzień odkąd tu się wprowadziłam. Na pogrzeb rodziców mieszkałam jeszcze w Holmes Chapel. Jeszcze nie do końca pozbierałam się po pożegnaniu rodziców i pogodzeniem się z tym, że już ich nie zobaczę. Może po mnie tego nie widać, ale w środku rozsypuję się na coraz mniejsze kawałki. I mam nadzieję, że odnajdę kogoś kto tą rozsypankę w końcu ułoży.. 
*Oczami Harry'ego* 
Jechaliśmy i jechaliśmy nie mogłem się doczekać, by poznać Melanie. Może ona pomoże mi poznać moją siostrę bliżej. Jak to pięknie brzmi. Moją. A jeszcze piękniej "moją siostrę" . Tylko dlaczego, ja nie zwracałem na nią uwagi? Dlaczego rodzice nigdy mi nie pozwolili się z nią zobaczyć, porozmawiać, czy nawet pośmiać się ..? Rzadko kiedy jeździliśmy do dziadków . A kiedy tam już jechaliśmy to nigdy nie było dziadka. Babcia tłumaczyła, że musiał pilnie gdzieś wyjść, ale ja już teraz wiem, że wychodził w tym czasie z Ross. Rozalie to piękna dziewczyna. Ma długie włosy. Piękne oczy, długie nogi. Nie mogę powiedzieć nic o charakterze, bo jej nie znam. Powiem tylko tyle, że chyba lubi dobrą zabawę, ale przez śmierć moich naszych rodziców chyba coś się w nie"zepsuło". Zobaczyłem znak "Holmes Chapel" i uśmiechnąłem się na ten widok. 
-No, to jesteśmy w Holmes Chapel (edit. Będę pisała HC , będzie mi łatwiej ;D ) - powiedziałem. 
-No, super, Hazzuś umie czytać. - przedrzeźniał mnie Niall.
 -Oj, weź już bądź cicho. - powiedziałem w jego kierunku. Więcej, się nie odezwał. Zobaczyłem w lusterku, jak Zayn szturcha ręką Ross i mówi jej coś na ucho. Ta uśmiechnęła się tylko uroczo i odwróciła głowę w stronę Liam'a, który w tym czasie też ją szturchał. Ten zaś cmoknął ją w polik i odwrócił głowę z bananem na buzi. Jak Zayn zobaczył, że ten ją pocałował chyba się zezłościł, bo jego wyraz twarzy był nietypowy. hahaahhahha.. To jest bardzo śmieszne. Dwaj pacany zakochani w mojej siostrze. A żeby było śmieszniej to te dwa pacany to moi przyjaciele. Uśmiechnąłem się i kierowałem się pod dom, w którym mieszkała rzekomo Melanie. Fakt, dojechaliśmy. Ale nie byłem pewien czy to ten dom, Był ogromny, można powiedzieć willa. Duże okna, duże wejściowe drzwi. Nie, no na pewno zabłądziliśmy.
*Oczami Melanie*
Siedziałam w kuchni wpatrując się tępo w okno, z którego miałam widok na podjazd. Czekałam na Rozalie i chłopaków. Nie wiem jak oni mają na imię, to znaczy wiem, bo popisało się trochę z Louisem. Fajny z niego gość. Zobaczy się jak go poznam z widoku. Reszta ma na imię tak : Liam to ten porządny, nie wiem dlaczego, no ale tak mi pisał Louis. Harry to brat Ross i jest imprezowiczem i wielkim flirciarzem. Zayn lubi lusterka . Ps. jak można ubóstwiać lusterka? Pogięło gościa czy co? No, ale okej. Niall lubi jeść. A Louis to żartowniś. Tyle o nich wiem, nie za dużo, ale zawsze coś. Pod dom podjechał czarny duży samochód. Spokojnie pomieścił by nawet 10 osób. (edit. Szczerze? Nie wiem czy takie są, ale okej ;d ) Wysiadło z niego 5 chłopaków i Ross. Wystrzeliłam w stronę Ross. Dawno się nie widziałyśmy. Fakt minął tydzień ale to bardzo bardzo długo, jak na nas. Wybiegłam z domu i biegłam w stronę Ross. Wpadłam w jej ramiona i tak mocno ścisnęłam, że nie wiem.
-Me..ll.. Ja.. Ni..ee.. Mog.. ę... Od....ddyy.. chać.. - syczała Ross.
-Oj, nie przesadzaj - powiedziałam w jej stronę. Puściłam ją i ucałowałam w polik, tak jak ona mnie. Zrobiłyśmy nasz "układzik na przywitanie" (no wiecie taka np. beczka i piąteczka, coś w tym stylu ;D ) . i zaśmiałyśmy się. Ci chłopacy patrzyli na nas jak na idiotki, ale nie powiem byli dość ładni. Te fryzury, starannie dobrane stroje. Chociaż były można powiedzieć zwyczajne. To czas chyba na powitanie. Puknęłam z łokcia Ross, żeby mnie przedstawiła, no trochę to dziwnie wyglądało, no ale co będziemy stać tak jak debile?
-A.. To jest Melanie.- zaczęła, jednak musiałam jej przerwać.
-Mel wystarczy. Dokończ Ross - poprosiłam i uśmiechnęłam się w jej stronę, ta przewróciła oczami i kontynuowała swoją wypowiedź.
-No, więc to jest Melanie, Mel i jak kto woli. - wywróciła oczami. - No a to, są chłopacy : Liam, Zayn, Harry, Niall no i TWÓJ Louis. - powiedziała z naciskiem na słowo Twój. Poczułam jak moje poliki się czerwienią.
-No, okej, okej. Wszyscy się przywitali to wsiadamy i jedziemy. powiedział chyba Niall.
-A gdzie CI tak spieszno? - zza czarnego samochodu wyłoniła się babcia Ross.
-O babcia!  - krzyknęła Ross i poleciała przywitać się ze staruszką. Tak samo zrobiłam ja i reszta.
-No, to zapraszam Was na ciasto. Przed chwilką je wyciągnęłam z pieca. - i kiedy Liam , tak to był Liam, zaczynał mówić ta mu przerwała. - Nie ma żadnych "ale". Lokaty zapakował moje walizki do bagażnika i poszliśmy razem do domu babci Ross.
_________________________________
Mam nadzieję, że się podoba. Jest nieco dłuższy. Ale to tylko dlatego, że nie dodawałam nic przez 8 dni! Rozumiecie 8?! Bardzo Was przepraszam i obiecuję teraz dodawać rozdziały regularnie co 2-3 dni. Co oczywiście nie zwalnia Was z dodawania komentarzy! ;)  NN rozdział będzie jak bd 7 komentarzy! /~Patty



poniedziałek, 17 czerwca 2013

hejj♡

No cześć.  Wiem, wiem, dawno mnie nie było.  Ale nie miałam kiedy. Nie to, że nie mam czasu, tyloo przez ten natlok spraw. Po prostu w ten weekend nie miałam kiedy. 1. Brak zasiegu wifi. 2. Urodziny w niedziele :3 3.Brak weny twórczej :D   ale obiecuje że jam przyjde ze szkoły o 13.25 to na pewno po obiedzie coś dodam. I obiecuje ze bdnon nieco dłuższy niż pozostałe rozdziały , mam pytania: 1. Dlaczego nie komentujecie? 2.Z kim ma być Ross w późniejszych rozdziałach?  Odpowiadajcie chce zobaczyc kto to w ogóle czyta.Pozdrawiam xxPatty

piątek, 14 czerwca 2013

Bardzo Was przepraszam, ale mimo, że dostałam od Was te upragnione 5 komentarzy, nie dodam przez następne 2 dni żadnego nowego rozdziału. Chyba, że znajdę czas. Nie chodzi tu o to, że nie mam dla Was czasu, bo nie zakładałabym wtedy tego bloga, tylko o to,że jestem nad morzem w Ustroniu Morskim i nie zawsze łapie mi tu internet. A jakby mi łapał to tylko na chwilkę, więc jak bym pisała od razu by mi się kasowało a to bez sensu. Na prawdę Was przepraszam i obiecuję, że jak dojadę do domu dodam taki mega długi rozdział .. OBIECUJĘ! <333 /Patty.


poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział 4

-Tak wiem kim jesteś i co będziesz tu robiła. Jestem Zayn i pomogę ci się zadomowić jak oczywiście chcesz, bo masz jeszcze do wyboru Niall'a, albo Liam'a, Harry'ego, no albo w najgorszym przypadku Lou. - powiedział  a ja się lekko zaśmiałam.
-Chyba jednak wybiorę Harry'ego. - powiedziałam i chciałam zobaczyć jego reakcję. Nie myliłam sie wyglądał na trochę  smutnego? - Nie no coś ty, wybieram Ciebie. No, chyba, że nie chcesz, to okej.
-No, to super! Idziemy! - miał takiego smajla, że nie wiem czy kiedykolwiek takiego widziałam. Chyba nie.
-To gdzie najpierw idziemy? - zapytał. Co miałam mu powiedzieć? Hahahah, przecież nie znam tego domu.
- No nie wiem. Nie znam tego domu.
-No, fakt. Chodźmy najpierw pokażę Ci dół. - szliśmy w kierunku dużego pomieszczenia, jak się okazało był to salon. Duży przestronny salon :  (Teraz wejdź w zakładkę "Domeczek"  tam masz cały ich domek ;) ) Resztę domu też zwiedziłam. Nie no dom to oni mają niezły- pomyślałam. Ciekawe gdzie mój pokój?
-yymm.. Zay? - zapytałam.
-Zay? haha. Tak? - zaśmiał się na to jak do niego powiedziałam.
-No tak, nie pasuję Ci coś w "Zay" ? - spytałam i zrobiłam groźną minę. Tak na prawdę w duchu śmiałam się jak szalona.
-Nie, ależ skąd? Czyż bym na wet nie śmiał! - stanął jak przed królową! Zaśmiałam się i zrobiłam "powagę"
- No, biernku, pokaż mi droge do mojego królestwa! - rozkazałam.
-Ależ, oczywiście, moja pani! - ukłonił się i zaczął prowadzić. Szedł przodem. Nie mogłam wytrzymać, aby mu czegoś nie  zrobić. Musiałam po prostu musiałam.
-Auć! oszalałaś? - powiedział, na wskutek przewrócenia. Tak, tak. Podstwiłam mu nogę. Nie mogłam wytrzymać ze śmiechu. Tak słodko wyglądał jak leżał na ziemi.Co ja gadam? Przecież ja go prawie nie znam.
-Ołć! Sorry, babe! - na moim "ryjeczku" pokazał się wielgaśny uśmiech, co, oznaczał, że zaczyna się wojna!
-To oznacza wojnę Pani Smith! - krzyknął Zayn, kiedy ja już biegałam po schodach, żeby na dole móc się gdzieś schować. Albo w najgorszym przypadku, wylecieć z domu i schować się na ogrodzie . Wyglądał on tak:
No cóż . Nie zostało mi nic innego. Wbiegłam na duży ogród, gdzie po drodze zahaczyłabym  glebę, o jakiś sznurek, który był mocno naciągnięty. Skąd on się tam wziął?. Nie wiem, nie pytajcie. 
- Ross! Ross! - krzyczał Zayn, kiedy znalazłam sobie niezłą kryjówkę. Mówiąc "niezłą" miałam na myśli jakieś zarośla z tyłu domu. To jakaś istna masakra. Tyle tu robali! Cały czas się za siebie oglądałam, czy przypadkiem żaden na mnie nie chodzi. 
-Ross! - krzyczał nadal Zayn. Już mi się tam nudziło, powiem szczerze. Bo ona chodził po tym ogrodzie i mnie szukał a ja siedziałam w tych krzakach.-No, kurwa! Ross! - już prawie krzyczał. Ale ja nie miałam ochoty dawać się przegranej. Raczej każdy chciałby wygrać. Do ogrodu weszli chłopcy.
-Zayn, co tak wrzeszczysz?! Nie możesz zająć się Ross i pokazać jej okolicy, tylko wrzeszczysz, tu i wrzeszczysz! Co z Tobą? - krzyczał na niego Louis. Ja pękałam ze śmiechu.
-Oj, Louis, bo nasz Zayn prawie się popłakał. Nie krzycz na niego. - powiedział Harry i zebrał od Zayna w głowę. Ja tam popadałam w śmiech i zanosiłam się prawie płaczem z tego całego zamieszania. Oni tak śmiesznie wyglądali i wgl byli tacy śmieszni.Gadali coś jeszcze. Chyba Zayn opowiadał im historię któa go spotkała. (dla niejasności, o upadku Zayna), mogłam to wywnioskować z tego że chłopacy cały czas się śmiali, ale oprócz Zayna. Dobra, zdrętwiała mi już noga. Ej! Niech on szuka. 
-Ross! - krzyczeli po kolei chłopacy, szukając mnie. Ja dalej siedziałam , albo "siedziałabym" cicho, gdyby coś nie łaziło mi po plecach. Czułam to. Wyleciałam z tych krzaków krzycząc i prawie płacząc.
-No weźcie to! Weźcie! To! Ode! Mnie! Już! Bierz to! No bierz!! - krzyczałam na każdego z nich. Wszyscy się ze mnie śmiali. A mi wcale nie było do śmiechu. Normalnie zaczęły mi lecieć łzy. Nie cierpię pająków, czy innych owadów chodzących bądź latających. Są obrzydliwe. 
- No już, Ross. Uspokój się! To tylko mały pajączek. To nic wielkiego. - łatwo mu kurde mówić, bo po nim nic nie łaziło! Zaraz zaraz, co on powiedział? Pająk?!
-Że co po mnie łaziło?! Powiedziałeś pająk?! 
-No, t ... tak, pająk. - powiedział Liam, chyba zmieszany całą sytuacją. Pewnie bym na niego nawrzeszczała, czemu nie ściągnął go wcześniej, gdyby mojego wzroku nie odwrócił widok poskładanych ze śmiechu chłopaków w tym Zayna. Chyba za dużo o nim mówię.
-A wy co tak się śmiejecie?! Tak wam do śmiechu?! - krzyknęłam w ich stronę.
-Nie, że my ? My wcale .. To nie.. My się śmiejemy z.. zz.. - chyba czekał aż ktoś mu pomoże. Biedak z tego Harrego. - z .. khmm..z.
-Z niego! - Niall dokończył wskazując na Liam'a. Ten się na niego spojrzał i uśmiechnął. Nie wiem co to oznaczało.
-No, ale skoro nie masz już tego.. pajączka na plecach, to może zrobilibyśmy coś pożytecznego? - zapytał się Harry. 
-No, w sumie i tak chyba nic nie robiliśmy . - powiedział Lou.
-No, okej, a co .. Proponujecie? - zapytał Niall, z głupim uśmieszkiem. Serio to robi się dziwne. O co im chodzi?
-Może pokażemy Ross naszą sztuczkę? - zapytał Louis. 
-Czemu nie. ? - powiedział Zayn. Kiwnął głową w stronę Harrego. Ten się uśmiechnął. Zaczęłam się trochę cofać. Kto wie, co im do głów wpadnie?! Szli powoli w moją stronę. Trochę sie ich balam nie powiem. Cofałam się i cofałam, kiedy za mną poczułąm coś, albo kogoś. Za mna stał Louis, Niall i Liam. Chyba stali tam jako obstawa, żebym im nie uciekła. 
-Nie wiem co kombinujecie, ale się nie zgadzam. - powiedziałam trochę niepewnie.
-Ale że kto? My? - zapytał z uśmiechem Harry. No to się zaczyna. Wziął mnie za ręce, Zayn za nogi i podążali w stronę basenu. No kurde! 
-Nie! Harry! Zayn! postawicie mnie na ziemi! AAAAAA! Chcę do mamy! pomocy!  - no tak przypomniało mi się, że nie mam mamy. Albo przynajmniej w świecie żywych.
- Pomocy! Ratunku! Help meee!  Help! - krzyczałam lecz nikt nie raczył mi pomóc. I tak oto Ross Smith została wrzucona bezczelnie do wodnego świata basenu! Wyszłam z niego a chłopacy zwijali się ze śmiechu.
-No, to pożałujecie swego czynu, nędzne stworzenia! Popamiętacie dzień w którym to zrobiliście! Buhahaha! - zaczęłam mówić innym językiem. ;) Takim, nie wiem filmowym?! dobra można to nazwać językiem filmowym! Ci popatrzyli się na mnie i znów zaczęli się śmiać. Podążałam w stronę domu, kiedy ktoś złapał mnie za rękę. Obróciłam się i zobaczyłam przed sobą Louisa. 
-No, Ross. Możemy pogadać?- zapytał i chyba coś się stało, bo jego mina była taka .. inna.? Tak.
 Inna.
-No, jasne. Tylko się przebiorę. - pobiegłam szybko do swojego pokoju i przebrałam się w pierwsze lepsze ciuchy ( http://stylistki.pl/stroj-na-lato-249123/ ) Zbiegłam po schodach na dół.  Louis czekał przed domem.
-No, co się stało? - zapytałam.
-Słuchaj, dodzwoniłem się do Melanie. Powiedziała mi, że mimo iż zapomniałaś o jej urodzinach to ci wybacza, gdyż masz usprawiedliwienie. Miałaś za dużo na głowie. Ten wyjazd do domu dziecka itp. Na szczęście bez niego się obyło, bo masz gdzie mieszkać. Powiem wprost zaproponowałem jej, żeby przeprowadziła się do nas. Skończycie tu szkołę obie. Będziecie miały siebie nawzajem i będzie ci jakoś tak, no, wiesz o co mi chodzi. Na przecież wiesz, jak jest mieszkać z pięcioma przystojnymi mężczyznami pod jednym dachem, co nie? - uśmiechnął się a ja nie wiedziałam co mam mu powiedzieć, stać mnie było tylko na to by go najmocniej przytulić.
-Dziękuję Ci Louis, bardzo Ci dziękuję . - łzy ciekły mi potokami.
-Ej, Ross, tylko mi tu nie płacz. Nie zapytasz nawet kiedy będzie? - zapytał się uśmiechnał.
-No, właśnie! Kiedy? Tak łatwo się zgodziła? - zapytałam.
-Yy.. Odpowiem na to pierwsze pytanie bo tego drugiego zdradzić ci nie mogę.A więc przyjeżdża pojutrze rano. - powiedział Louis. 
-Boże! Nie wiem jak Ci dziękować! Louis! Jesteś niesamowity! - powiedziałam i go przytuliłam. Czułam jak mnie obejmuję w pasie. To słodkie.
-Nic, po prostu mnie pocałuj. - powiedział,a ja się odwróciła i na niego spojrzałam. Stał uśmiechnięty jak gdyby nigdy nic. 
-Pocałować? - zapytałam zmieszana sytuacją.
-No pocałować. ....  - zrobił chwilkę przerwy. - Pocałować oczywiście w policzek.- uśmiechnął się i wykonałam zadaną mi czynność. Uśmiechnęłam się i wróciłam do domu. Louis szedł cały czas za mną. Weszłam do swojego pokoju a on do swojego . Poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i ubrałam się w pidżamę . Położyłam się i myślałam o tym, co stanie się za dwa dni. Leżałam i myślałam. Poczułam wibracje mojego telefonu. Wzięłam go do ręki i ujrzałąm że dostałąm sms'a. 
"Jesteś na mnie zła? xx Mel. " Szybko odpisałam "Nie, ja? Myślałam bardziej, że ty na mnie. xx Ross" pochwili odpisała " Przepraszam, ale miałam zapierdziel w szkole, po tym jak odeszłaś od kółka plastycznego mamy zapierdziel bo nikt nie rysuje tak dobrze i ładnie jak ty xx Mel" " No coś ty. Ja i ładne rysowanie.Po prostu miałam szczęście i tyle xx. Ross" " Okej, okej. Fajnego masz kolegę. Mam nadzieję, żę będę miała koło niego pokój ? xxMel" " No, jasne będę walczyła z Zaynem o miejsce xxRoss" "Okej, widzimy się pojutrze ;* xx Mel " " No, janse. Do zobaczenia pojutrze xx Ross" "Kocham cię ! ;D  xx Mel" " Ja ciebie też wariatko xx Ross" . Popisałam trochę z Melanie i od razu poprawił mi się humorek. Położyłam się spać z wielkim bananem na buzi. Ciekawe co będzie jutro? ;D 
____________
Oto długo wyczekiwany rozdział.;)  Zapraszam do komentowania. 5 komentarzy next!  ;D  /~Patty.

-